Menu

Relacja Mazury Challenge – okiem Karoliny

  • fot. Ariel Szabunia

    Godzina trzecia w nocy, ciepłe kalesony zabrane, śpiwory spakowane, samochody przygotowane zatem w drogę i ahoj przygodo !

    Po długiej i wyczerpującej podróży naszym oczom ukazał się las. Biały las i rozciągające się zamarznięte jezioro. Tak, to właśnie tam spędziliśmy trzy, wyjątkowo mroźne dni. Czapka na uszy naciągnięta, więc czas rozbić obóz.

    Duży, techniczny namiot i kilka małych sypialnych powoli zajmowały swoje miejsca. Znaleźli się też śmiałkowie, którym mróz nie był straszny i postanowili spać w „norkach” czyli małych posłaniach przypominających większy śpiwór. Jak niektórzy stwierdzili –wariaci !

    fot. Ariel Szabunia

    Robota skończona. Organizator Łukasz zabrał wszystkich uczestników kawałek od obozu na przywitanie kolejnych dwóch osób. Gdy tylko zjawili się na miejscu, zaczęliśmy kierować się w stronę „domu”. Przeszliśmy niecałe 4 metry i usłyszeliśmy dwie petardy i zobaczyliśmy czerwony dym. Panika. „-Co się dzieje?! Co się stało ?! Ekipa, biegniemy!”. Szybko ruszyliśmy w stronę zamieszania. „-Patrzcie, wypadek ! Szybko, pomóżcie !”. Kilka rannych osób, między innymi mężczyzna leżący pod samochodem z połamanymi nogami, kierowca z rozbitą głową, nieprzytomny poszkodowany ze stwierdzonym przez nas urazem miednicy i żebra. Panuje chaos. Nikt nie wie co robić, jak pomóc rannym i jak ich przenieść do obozu. Mija pół godziny i w końcu udaje się ich w miarę bezpiecznie przetransportować. Podsumowując. Pierwsza akcja, kompletna porażka. Chwilę po, dowiedzieliśmy się co było źle. Ku naszemu zaskoczeniu, wszystko. Wtedy już wiedzieliśmy jak małe pojęcie mamy o pierwszej pomocy. „-Spokojnie naprawimy to !”

    fot. Ariel Szabunia

    Chwila czasu na jedzenie. Potem to już tylko akcja po akcji ! Raz samochód wpadł do jeziora i trzeba było go wyciągać, inny przygniótł dziewczynę jadącą na sankach, poparzone i poucinane ręce, prawie na porządku dziennym. Oczywiście wszystko pozorowane.

    fot. Ariel Szabunia

    Ratownik „Felek” z Med Aid’u przeprowadził z nami zajęcia z pierwszej pomocy. Od reanimacji, przez poucinane kończyny, rany otwarte, urazy głowy, aż po połamane nogi i poparzenia różnego rodzaju. Naprawdę po tych zajęciach jestem przepełniona wiedzą na temat pomocy ludziom, z której mogłam się sprawdzić przy pozoracjach.

    Dużo się dzieje, akcja za akcją, wykład za wykładem, ale pora iść spać. Nadeszła chwila, której obawiał się każdy uczestnik tej wyprawy. Mroźna noc. Pora schować się do namiotu, zakopać w trzech śpiworach i zmrużyć oczy choć na parę godzin. Rano szybko się ubrać, byle nie marznąć i ku zaskoczeniu wszystkich nie było tak strasznie. Wręcz ciepło. Teraz tylko ciepłe śniadanko.

    fot. Kacper Wiśniewski

    Nie zabrakło też wykładu o tym jak robić przerębel, na jak gruby lód można wchodzić i jak się po nim poruszać. Dla „morsów” też znalazła się atrakcja i mogły wskoczyć do zimnej wody w przeręblu.

    Chwilę później samochód wpadł do jeziora. No cóż, nikogo nie ma w pobliżu, więc trzeba go wyciągnąć wyciągarką ręczną. Strasznie trzeba się namachać, ale efekt pożądany osiągnięty ! Potem jeszcze wyciągarka automatyczna. Łatwizna ! Mogliśmy się nauczyć zmieniać koło w samochodzie za pomocą Hilift’a. Po udanej operacji czas wyruszyć na przejażdżkę ! Nareszcie nadeszła pora na długo przez wszystkich oczekiwane zajęcia z Offroad’u ! Każdy z nas mógł przejechać się samochodem, zobaczyć jak ciężko jest prowadzić taką maszynę w terenie. Pomimo trudności uśmiechy z naszych twarzy nie schodziły długi czas !

    Wyjazd naprawdę jedno z najlepszych przeżyć w moim życiu, wspomnienia niesamowite, poznani ludzie i atmosfera genialna. Do zobaczenia (mam nadzieję) w przyszłym roku !

    autor: Karolina Baran

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz