Menu

Gotowi na wszystko

  • Paul Harris / The Guardian The Guardian

    A wszystko po to, żeby przygotować się na kataklizm nieznanego rodzaju. Prepping – nowy ruch społeczny – ma coraz więcej wyznawców w społeczeństwie przerażonym groźbą ataków terrorystycznych i skutkami recesji.

    Tess Pennington, 33-letnia matka trójki dzieci, mieszka na przedmieściach Houston. Jednak w swoim spokojnym podmiejskim świecie wcale nie czuje się beztrosko.  Podobnie jak rosnąca liczba Amerykanów, Pennington uczy się, jak hodować własne warzywa, gromadzi żelazne zapasy w spiżarce i uczestniczy w kursach ziołolecznictwa.

    – Dzięki temu czuję się bezpieczniej. Uważam, że każdy sam odpowiada za bezpieczeństwo swojej rodziny. My postanowiliśmy się przygotować. W każdej chwili może się przecież wydarzyć jakiś kataklizm, wywołany przez człowieka albo siły natury – tłumaczy Pennington.

    Pennigton należy do tzw. preppersów – coraz bardziej popularnego ruchu społecznego, nazywanego czasem również Survivalism Lite (co można przetłumaczyć jako „szkoła przetrwania na co dzień” – przyp. Onet). Preppersi twierdzą, że lepiej dmuchać na zimne i przygotowują się na nadejście kataklizmu każdego rodzaju.

    W przeciwieństwie do pasjonatów szkoły przetrwania z lat 90. ubiegłego wieku,  preppersi pochodzą z różnych środowisk i mieszkają w całych Stanach Zjednoczonych. Można ich znaleźć w domkach na przedmieściach, ekskluzywnych loftach w centrach miast i na oddalonych od cywilizacji farmach. W ciągu kilku ostatnich lat członkowie ruchu stworzyli siatkę sprawnie działającą w całym kraju. Dzielą się wiedzą na temat roślin, jakie warto hodować w ogródku, wymieniają doświadczeniami z zakresu polowania i samoobrony, a także gromadzenia żywności. Wydają książki, prowadzą niezliczone blogi, organizują kursy i konferencje. Mają też sklepy internetowe i własne programy radiowe.

    John Milandred prowadzi internetową witrynę Pioneer Living, która jest jednym z głównych forów dyskusyjnych preppersów. Możemy się z niej dowiedzieć, jak zgromadzić zapas żywności na wypadek odcięcia prądu, ale również – jak całkowicie uniezależnić się od elektrowni i wrócić do życia, jakie prowadzili pierwsi amerykańscy osadnicy na Dzikim Zachodzie. – Ludzie pytają o wszystko. Ostatnio dyrektor szkoły zaprosił nas, żebyśmy wygłosili pogadankę dla jego uczniów. Z pytaniami zgłaszają się do nas lekarze, strażacy i prawnicy.

    Milandred mieszka w Oklahomie i jest przygotowany na każdy rodzaj kataklizmu, jaki może zagrozić okolicznej społeczności. Ma samodzielnie wykopaną studnię z wodą pitną. Hoduje własne warzywa. Zbudował palenisko, które działa bez gazu i elektryczności. Potrafi polować. – Jeśli coś się stanie, nas to nie dotknie – twierdzi.

    Przyczyn narodzin ruchu preppersów jest kilka. Pierwszą z nich jest strach przed masowymi atakami terrorystycznymi, których Amerykanie zaczęli się obawiać po zamachach z 11 września. W czasach, kiedy amerykańska dyplomacja robi wszystko, aby powstrzymać Iran przed produkcją broni nuklearnej, a eksperci od terroryzmu cały czas ostrzegają przed niebezpieczeństwem czyhającym na terenie Stanów Zjednoczonych, wielu Amerykanów ma prawo się bać. Do tej paranoi doszła jeszcze recesja. Nagle miliony obywateli straciły pracę i domy, pokazując, że społeczeństwo nie jest wcale tak stabilnym tworem, jak wcześniej zakładano.

    Hollywood nie pozostał w tyle. Cała seria filmów takich jak „2012”, „Droga”, „Księga ocalenia” i „Legion” fantastycznie wpisały się w tok myślenia Amerykanów, których martwi nieuchronny koniec cywilizacji.

    Preppersami kierują różnego rodzaju postawy i ideologie. Jednak im więcej ludzi będzie się przygotowywać się na katastrofę, tym powszechniejszy stanie się apokaliptyczny sposób myślenia – tłumaczy profesor Barry Brummett z Uniwersytetu Texas-Austin.

    Nawet przedstawiciele rządu zgodnie przyznają, że kryzys finansowy stworzył zagrożenie dla porządku społecznego. W niedawnym wystąpieniu w Kongresie sekretarz skarbu Tim Geithner potwierdził, że prowadzono rozmowy, czy Stany Zjednoczone powinny wprowadzić przepisy dotyczące ładu i porządku publicznego w następstwie załamania się systemu finansowego.

    Opinię tę podziela Tim Martin, który jest kierowcą ciężarówki w Idaho i założycielem  American Preppers Network, stowarzyszenia, które doradza adeptom preppingu, jak wykorzystywać zasoby naturalne. Twierdzi, że coraz więcej ludzi zostaje preppersami. – Miliony ludzi chcą się na coś przygotować, choć sami często nie wiedzą, jak to „coś” nazwać.

    Modny w latach 90. survival (sztuka przetrwania- przyp. Onet) był rodzajem sprzeciwu wobec działań rządu albo pasją samotników żyjących w lasach. Prepping polega na gromadzeniu zapasów jedzenia i wody, a także zdobywaniu zapomnianych już umiejętności na wypadek katastrofy.

    Z takim zamysłem Pennington założyła witrynę o nazwie Ready Nutrition, na której dzieli się wiedzą kulinarną, która może okazać się przydatna, kiedy zabraknie gotowych dań z supermarketu. – Ruch preppersów nie jest tak tajemniczy, jak kiedyś szkoła przetrwania. Nie ma żadnych negatywnych konotacji. Nie jesteśmy też  żadnymi prostakami z Południa. Pod wieloma względami preppersami  byli już nasi przodkowie, a także północnoamerykańscy Indianie. Podobnie jak oni, chcemy zatroszczyć się sami o siebie.

    Autor: Paul Harris
    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz