Menu

Jordania rowerem – dziennik z podróży cz. III (surówka z notesu)

  • fot. Norbert Skrzyński

    fot. Norbert Skrzyński

    Było niekomfortowo. Zimne miejsce. Ognisko jeszcze ciepłe. Tamaryszek jednak ma moc. Ruszamy przez wadi sabit w stronę Titin. Znów dno uedu. Wszędzie życie próbuje znaleźć drogę. Pinezki, łatanie i pompowanie. Mijamy jurtę pasterzy, nie wchodzimy w obręb, żeby nie spotkać kobiety, to haram. Norbert nawija o kulturze i historii. Wjeżdżamy na otwarte dno doliny. Sporo śladów po autach z turystami. Wszędzie piach, tylko białawe łaty żwiru pozwalają jechać. Przed południem postój w marsjańskich skałach, naturalna Petra. Legion wojska ukryjesz, a na pewno stado kóz i owiec. Z oddali w kanionie widzę Oryksa. Niestety, to był Beduin kucający za skałą. Podjedliśmy i na szlak.

    Otwarta przestrzeń, słońce pali. Co chwila liście irysów (?), pod ziemią gorzkie cebule, dużo w nich wody. Upał daje się we znaki. Jedziemy w milczeniu, równina otoczona skałami nie ma końca. W oddali majaczą szczyty, może to ujście z doliny. Jesteśmy coraz bliżej wioski, powierzchnia, prawie na całej szerokości przeorana kołami samochodów.

    fot. Norbert Skrzyński

    fot. Norbert Skrzyński

    Dojeżdżamy do Titin. Wszystkie domki ogrodzone murem, metalowe bramy, wioska jakby pusta. Inny świat. Wchodzimy do jurty spotkań ludzi z wioski. Ktoś prónuje tworzyć ogród, palma daktylowa, winogrono. Centralne miejsce wioski, jest woda z kranu. Przychodzi kilku mężczyzn. „Wellcome to Jordan”, kardamon i herbata. Kalambury, zdjęcia uściski pożegnania. Nasi przyjaciele byli tu wczoraj. Wyjeżdżamy z wioski, podobne za parę Km zaczyna się asfalt. Hahah! Asfalt jest!. Teraz kilka kaemów pod górkę i długi zjazd do Aqaba. W 2/3 drogi stacja benzynowa – poziom statoil + supermarket. Miejsce na tranzycie dla TIRów. Najlepszy kebab jaki jadłem, miła odmiana po zupkach z dodatkami. Nawadnianie, zakupy, klozet. Po zmroku w drogę. Teraz tylko z górki, aż nad zatokę Aqaba. Unowocześnianie plaży w toku, staramy się uniknąć nocnych marków. Ciepła, choć wietrzna noc.

    Dzień 6

    fot. Norbert Skrzyński

    fot. Norbert Skrzyński

    Poranek na plaży, kryształ woda i przepływka z nurkiem. Zleciały się dziewczyny z chustami na głowach, jedziemy przez miasto dalej. Środek Aqaba. Melon z targu, McDonald’s i światopoglądowe rozmowy z arabem mówiącym po niemiecku. „Wellcome to Jordan”.  Poznać jeszcze kilka języków. Wyjazd z Aqaba, spotkanie z cieślą inżynierem, pokazał zdjęcia z królową. Podziwiają i szanują hitlera. Miał ekstra idee. Wyjechaliśmy z zielonego zakątka, początek gorącej doliny. Asfalt i przydrożne szkielety. Straszny upał, niekoniecznie słońce, po prostu gorąc. Wszystkie auta trąbią „Wellcome to Jordan”. Po lewej stronie zaczyna się zieleń niewielkich gajów oliwnych po stronie Izraela, po jordańskiej akacje. Po prawej pustynia i ściana gór. Pojedyńcze zabudowania po drodze. Znów pustka, z oddali wyłania się chińska altana i posterunek policji. Co jakiś czas Wojskowe strażnice. Mijamy diune z lotnymi piaskami, zaczyna się pas ziemi upranej, palmy daktylowe. DSC_0497Sfatygowani docieramy do małej stacji. Jesteście z Turcji? „Wellcome to Jordan”. W restauracji na ladzie 5 lokalnych snickersów i kawa. Słodka. Nie możemy tu nocować, wosko nie pozwala. Jedziemy kilka kaemów dalej i przygotowujemy nocleg na pustyni. W środek niczego, prosto na nas jedzie pickup z cekaemem. Nie można nocować w dolinie, military area, nocujcie gdzie indziej. jesteście z turcji? Wracamy na stację, podjeżdża inny pickup z obsadą. Rozmowa arabski, angielski, kalambury. Jesteście z Turcji? Orzeł Polska, duma w głosie. Już nie jesteśmy z Turcji. Rozmowa z generałem przez komórkę. Możemy przenocować na stacji. 1:00 w nocy śpią. Shokran i w drogę. Allah akbar i do tego po naszej stronie.

    fot. Norbert Skrzyński

    fot. Norbert Skrzyński

    Gorąc niesamowity, woda schodzi ale pod kontrolą.  Dojeżdżamy do wsi Rikhasha na trasie tranzytu TIR Aqaba-Potash. „Wellcome to Jordan”. Drogie picie, koniec specjalnej strefy ekonomicznej. Poznajemy Hammada, 65 latek zaprasza nas do Karak. Insha Allah. Łapiemy stopa. Turkey, American? Polanda okej, wsiadamy. Kierowca jakby próbował nie usnąć, ale ma sokoli wzrok, wypatrzył rannego orła. Złapałem i zabezpieczyłem ptaka. Dojechaliśmy do skraju morza martwego. Przyjaciel zwierząt to Palestyńczyk z Jerycha, orzeł to jego friend, a my jesteśmy dobre chłopy z

    fot. Norbert Skrzyński

    fot. Norbert Skrzyński

    Polanda. Uściski, misiaki i w drogę na rowerach. Mijamy rolników, zapraszają na herbatę, „Wellcome to Jordan”. Nieopodal rajska dolina kryształowy strumień wprost do morza martwego i gorące źródła. Wieczorna ablucja i nocleg w śpiworze. Nagroda za ostatnie trudy. Jestem miękki jak wata, w głowie kalejdoskop zdarzeń. Przed spaniem wymiana doświadczeń w zakresie ukąszeń przez jadowite stwory. Rolnicy wspomnieli o wężach. Dolina pełna dźwięków, zasypiam.

    Dzień 7

    DSC_0553Wyspałem się. Komfort i ciepło. Krótka rozmowa z rolnikami i nurek do morza martwego. Dobrze że był strumień słodkiej wody na plaży, mało nie wypaliło mi oczu. Ciężko się zanurzyć. Cała dolina jakby we mgle, gęste powietrze.  Morale do góry i w drogę. Straszny gorąc. Teraz non stop pod górę, ostatnie dziesiątki kilometrów do Amman. Gorąc straszny, duży ruch. Auta: „Wellcome to Jordan”. Przydrożny bar, puszka coli i planowanie. Łapiemy się Ciężarówki. Kierowca szczęśliwy że mógł pomóc, „Wellcome to Jordan”. Amman nocą. Setki krętych ulic, wzniesień i zmożony ruch. Wszystko miga tysiącem świateł i neonów. Jak u nas, tylko palny i oliwki wkoło. Dotarliśmy do guest house. Hahahaha! Dotarliśmy do guesthouse! Nasz skrawek cywilizacji, woda w kranie, ciepła i zimna, klozecik, apier toaletowy, mikrofala i smakołyki! Późny wieczór, pogawędki ze znajomymi, jak to minęliśmy się o kilometr i to ich właśnie widziałem przez spy eye. Nocleg w komfortowych warunkach.

    Dzeń 8

    Przejazd Ammanem za dnia, teatr rzymski i poszukiwania kartonu do spakowania roweru. Trzeba myśleć zawczasu, tu zegar  tyka inaczej. Mnóstwo sklepów i kramów, wszystko wzniesienia i dolinki. W dzielnicy sprzedawców mała diszdasza 10JD, w dzielnicy hurtowników i krawców 2 JD. Warto zwiedzać zakamarki i nieoficjalne miejsca. Dzień chilloutu, zjedliśmy dobre jedzenie. Spokój, każdy ma głowę pełną myśli. Wieczór z Shahruchem, Kirgiz z wielkim sercem i mocną głową. Podczas rajdu po mieście okradł nas taksówkarz chrześcijanin.

    Dzień 9

    Śniadanko, piąteczki  z domownikami i druhami w drodze. Jazda do taksówki na lotnisko.  Taksówkarz z przyjemnością zawiezie na dworzec. Dworzec, jaki dworzec? Którędy jechać? Powtórka z rozrywki, dobrze, że wcześniej wyszedłem tym razem. Norbert wciąż wdraża program panowania nad emocjami, rozumiem kolegę. Szybkie piąteczki i miłe słowa, kilka słów co do najbliższych planów, rower jest, bagaż podręczny jest. Do zobaczenia w krótce! Na lotnisku ciepło, i temperaturowo i kulturowo. Wylot i przystanek w pod Wiedniem. Passport, next, piękna, ale zimna Niemka odprawia po kolei nowoprzybyłych. Już wszyscy są sobie obcy, nie ma Wellcome to Germany, nie ma Wellcome to Poland. Masa myśli, ciężko się  będzie przestawić…

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz