Menu

Kursy turystyki wysokogórskiej – aktywny wypoczynek i nauka

  • Źle przeniosłem ciężar stojąc na oblodzonym zboczu. Rak zaczął się wyrywać z podłoża.. „Uwaga leeceeee!!” – zerwanie przyczepności, osunięcie, błyskawiczny pad na czekan – hamowanie i  blok. Koledzy kurczowo złapali linę i zaparli się na pozycjach. Uspokoić sytuację, wbić kolce w stok i powoli dźwignąć się do pionu. Poprawiam pozycję czekana, upewniam chwyt, staję na nogi. Uff, bezpieczny. Chłopaki, wpięci do tej samej liny, nawet nie odczuli szarpnięcia – poprawna, szybka reakcja nie naraziła zespołu na niebezpieczeństwo, ale chwila nieuwagi mogła nas dużo kosztować. Będę ostrożniejszy na przyszłość. W górach, każdy krok wymaga uwagi. Wszystko się liczy.

    fot. Ariel Szabunia

    Cztery dni ciągłego podchodzenia, bacznej obserwacji otoczenia i skupienie na każdej czynności podczas zajęć. Takie zajęcia stawiają człowieka do pionu, od razu inaczej zaczyna funkcjonować.

     Zimowa turystyka górska i wysokogórska, z definicji obarczona jest pewnym niebezpieczeństwem. Zagrożeniem, które wysuwa się na pierwszy plan to oczywiście lawiny, o których uczyć się można latami, badając ich specyfikę i sposoby oceniania poziomu ryzyka. Muszę przyznać, że mamy w Polsce kilku wyjadaczy – znawców tematu, którzy gotowi są przekazać tę wiedzę i robią to podczas trwania takich kursów jak Kurs Turystyki Wysokogórskiej organizowanych przez PZA lub firmy typu ADUR, gdzie kadrę stanowią instruktorzy PZA i przewodnicy wysokogórscy o uprawnieniach międzynarodowych (pierwsza półka). Naszą grupę prowadzili: Paweł Kopta i Marek Pokszan

     Szkolenie pozwoliło nam, w sumie laikom, na poznanie podstawowych technik poruszania się w górach wysokich – używania raków i czekana, poruszania się po lodowcu i wyciągania partnerów ze szczeliny lodowcowej, zakładania asekuracji lotnej podczas stromych podejść, budowy jam śnieżnych, no i oczywiście przeczesywania lawiniska w poszukiwaniu pechowców.

    fot. Ariel Szabunia

    Większość zajęć to praktyka w terenie – samodzielne mierzenie nachylenia stoku i badanie struktury śnieżnej, zakładanie asekuracji i schodzenie środkiem zaśnieżonego żlebu etc. Wieczorem, przy kolacji prelekcje i wykłady wybornie systematyzujące wiedzę.

     Takie spędzanie czasu wolnego, to same plusy: nie zapomnisz tego co zrobiłeś, czas nie przeleci przez palce, jak na plaży w Hurgadzie, wyjdziesz silniejszy i zmotywowany do działania jak nigdy wcześniej – na mnie to tak zadziałało. Aktywny wypoczynek to jest to!

     Takie kursy outdoorowe to świetna alternatywa dalekich podróży, a jest ich w sumie sporo – wystarczy poszukać, ja znalazłem.

     Pozdrawiam

    Łukasz Tulej

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz