Menu

Mąka z żołędzi

  • Mąka z żołędzi Żołędzie, ze względu na cierpki smak, nie mogą konkurować z orzechami laskowymi czy włoskimi. Duża zawartość garbników (taniny) nie sprzyja spożywaniu ich przez człowieka. ŻołędzieJednak istnieją sposoby, aby pozbyć się niechcianych substancji i wykorzystać cenną zawartość tych owoców lasu. Może warto by się tym zainteresować, wszakże „100 gramów żołędzi to 510 kcal (2100 kJ) Oprócz 6% wody zawierają 54% węglowodanów, 8% białka i 32% tłuszczów, w większości nienasyconych. Zawierają też dużo wapnia, fosforu, potasu i witaminy B3.” (cyt. za Wikipedią) Można z nich zrobić np. napój a’la kawa, lub mąkę. Wizja zdobywania żywności bezpośrednio z lasu staje się jakby wyraźniejsza. Choć, nie łatwo pozyskać upragnioną mąkę na podpłomyki, ale o tym poniżej.

    • Zbieranie (Zebranie wczesną wiosną 0,4 Kg żołędzi trwa w granicach 1,5 godziny, oczywiście wiele zależy od zasobności stanowisk)

    Gdy ustąpią śniegi i słoneczko już na dłużej będzie oświecać twarz, gdy na drzewach pojawiać się zaczną pączki, tuż przed eksplozją zieleni, można trafić na odsłonięte stanowisko żołędzi opadłych minionej jesieni. Takie owoce lasu, już przezimowane mogą stanowić łakomy kąsek dla wygłodzonego trapera… znaczy się, nie od razu. Najpierw trzeba je pozbierać, ale do dyspozycji pozostaje nam tylko to, czego kilku głodomorów buszujących po lesie nie wykorzystało. Czyli jedno stanowisko do zebrania wystarczającej ilości żołędzi, to za mało. Większość nasion dębu jest pusta w środku, popsuta, lub zjedzona przez większe zwierzaki. Wybieranie odpowiednich żołędzi, to znaczne ułatwienie w zbieraniu i skrócenie radykalnie czasu zbierania. Orzech dębu zdatny do konsumpcji ma charakterystycznie pękniętą łupinę. Rozdzielona jest ona od dołu na trzy części. Jak widzimy taki orzech, to jest w 99% dobry wybór do koszyka, tu można działać intuicyjnie. Większość owoców (owoc pozorny), które nie mają popękanych łupin jest niezdatna do użytku – wystarczy mocniej nacisnąć i odsłaniają wnętrze..

    • Przygotowanie Wszystkie pozbierane owoce lasu, należy teraz przygotować.

    Proces dzieli się na trzy zasadnicze etapy: obieranie, ługowanie, suszenie. Każdy z nich wymaga nieco cierpliwości, ale nie musimy ich wykonywać jednym ciągiem. Można poszczególne czynności wykonywać podczas postoju w drodze, lub nawet w drodze. Np. zbierać żołędzie mijając na trasie przemarszu dogodną okazję, czy suszyć w woreczku przy plecaku. Jeśli widmo głodu zaczyna zaglądać nam do oczu, to trzeba zacisnąć zęby i uzbroić się w cierpliwość. Zanim żołędzie zamienią się w mąkę upłynie wiele wody.. 

    • Ługowanie (Czas dla całego procesu 2-3 godziny)

    Tu pozwolę sobie zacytować słowa ze strony Bogdana Jaśkiewicza o ługowaniu: […]Ługowanie: Do wody dodajemy popiołu z drzew liściastych, najlepiej z lipy (powinno wystarczyć kilka łyżek białego popiołu na menażkę żołędzi), mieszamy, a następnie odcedzamy przez szmatkę. Powstałą w ten sposób wodą z ługiem zalewamy zebrane, oczyszczone ze skorupek i rozdrobnione żołędzie. Moczymy 1 dzień, a następnie dokładnie płuczemy. Pozbawione garbników żołędzie wkładamy do garnka ze świeżą wodą i zagotowujemy[…]” Ja trochę inaczej zabrałem się do sprawy, ale jest wiele ścieżek do tego samego celu – ważne żeby działało. Zanim zaczniemy wypłukiwać z żołędzi garbniki należy przygotować.. popiół. Czyli nie obędzie się bez ogniska, poprzedzonego szukaniem drewna z drzew liściastych, a ognisko musi pochłonąć trochę paliwa. Czasu potrzebnego na zbieranie, rozpalanie, dogaszanie i zgarnianie popiołu nawet nie podaję, tu potrzebny jest dłuższy postój, wręcz obozowanie. Do wszystkich czynności potrzebować będziemy dużo wody, więc wskazane jest działanie w pobliżu źródła (lub ok. 3 – 4 L zapasu). Do naczynia wlewamy wodę i dodajemy popiołu. Wody dodajemy tyle, żeby zebrane dobra były w całości zanurzone, a popiołu dodajemy… co niemiara. No, może nie róbmy zaprawy murarskiej, ale szklanka lub dobry kubek popiołu na 0,5L wody, przy 0,3 Kg żołędzi (z zebranych 0,4 Kg) będzie w porządku. Obrane żołędzie w całości lub przepołowione, ale nie drobniejsze niż 1/3 orzecha (później trudno je oddzielić od drobinek z popiołu), wrzucamy do zawiesiny. Wstawiamy taką „brudną zupę” na żar i niech się bulgocze powoli przez pół godziny, godzinę. Trzeba mieszać, co jakiś czas, wiec nie zostawiajmy gara bez opieki. Zdejmujemy, niech się samo ostudzi i można zabierać się do mycia. Myciu trzeba poświęcić trochę czasu i zużyć sporo wody, jeśli chcemy mieć czystą mąkę. Metody na mycie nie podam, podobnie jak z rozłupywaniem. Zwrócę jedynie uwagę, że można zgodnie z propozycją Bogdana wykonać wcześniejsze odcedzanie popiołu i ułatwić tym samym mycie i płukanie wyługowanych żołędzi. W ten sposób mamy już ‘półprodukt’ do zrobienia mąki lub namiastki kawy.  

    • Obieranie (Czas trwania ok. 45 minut dla 0,4 Kg żołędzi)

    Jest to żmudna praca, zważywszy, że łupiny nie schodzą tak łatwo, jak z orzecha laskowego. Można nacinać nożem, podważać, rozrywać paznokciami, zgniatać – metod jest bez liku, każdy niech wynajdzie najwygodniejszą. Powiem, że palce czują wykonaną pracę, po rozłupaniu w sumie niewielkiej ilości orzechów.   

    • Suszenie (Czas wysuszenia w naturalnych warunkach 24h)

    Wyługowane orzechy powinniśmy od razu rozdrobnić, póki nie wyschną, z dwóch powodów. Po pierwsze szybciej wyschną, po drugie, jak wyschną w całości, to potrzebować będziemy porządnych narzędzi do ich skruszenia. Można suszyć takie żołędziowe grudki stacjonarnie, czyli rozłożone na dużej powierzchni na słoneczku, lub w przewiewnych sakiewkach podczas marszu oczywiście jeśli pogoda sprzyja. O tym czy nasz ‘półprodukt’ jest suchy możemy się przekonać rozgryzając lub rozcierając grudkę. Jak się robi suchy proch, to jest dobrze. 

    • Mielenie Etap wymagający dużo energii, o ile wcześniej się nie rozdrobni żołędzi.

    Niezbędny moździerz z twardego drewna, kamienne żarno. Moździerza lub żarna nie ma na ogół pod ręką, wykonanie któregoś jest pracochłonne, a rozcieranie na kamieniu, to spore straty. Jednak jedną z podanych metod należy wykorzystać, chyba, że nosimy ze sobą młynek do kawy. Nawet drobne suche grudki trudno jest rozbić. Drewno na moździerz musi być twarde (np. dąb, nie przesadzam). Można wypalić odpowiedni konar lub pieniek (jak głęboki kubek) i wytworzyć ubijak z tego samego drewna. Efektem końcowym ma być mąka. Na pewno nie będzie biała. Będzie zawierała wszystko to czego zapomnieliśmy wypłukać, lub to co dostało się z moździerza lub żarna. Niemniej taka mąka nadaje się na wyborne podpłomyki, robinsonki® i inne bannocki…        

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Zapisz

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz