Menu

Pochwa dla „Wielebnego” i inne ekscesy

  • W tym wypadku, żeby uspokoić czytelnika, sprostuję na początku, że „Wielebny” to imię dla noża, który godnie towarzyszy mi podczas większości eskapad. Tak jak ongiś mieczom nadawano nazwy, tak dziś wybrane artykuły – zasłużeni towarzysze w ekwipunku, zasługują na specjalne wyróżnienie. Więc nie będzie to artykuł o moralności, a raczej o jakości. Jakości rzemiosła polskich producentów (na wybranych przykładach).

    Choć stronię od plecaka wypchanego szpejem, tak doceniam dobry produkt, który przetrwa tyle co ja i nie będzie ‚narzekał’ podczas trudów podróży. Co jakiś czas, z całego chłamu jaki mamy na rynku wyłaniają się perełki. Tam, gdzie nie maksymalnie szybki przychód, a jakość dzieła i marka determinuje działanie procesu wytwórczego, tam pojawiają się perełki. Warto je dostrzec.

    Gdy przyjrzeć się produktom Lesovik Outdoor Hammocks dostrzec można zarówno staranność wykonania, wybór optymalnych materiałów, oraz praktyczny krój – wszystko by dostarczyć podróżnikom rozwiązanie, dające gwarancję użyteczności w outdoor. Jakże rad byłem, gdy testowałem pierwszego DUCHa (model hamaka), bo w końcu znalazłem siedlisko, w którym bez wyrzeczeń można spędzić noc, nawet w dwie osoby. Polak potrafi.

    Podobnie sprawa ma się z platformami do wioski na drzewach. Wybrano artykuły które spełniają najwyższe normy bezpieczeństwa, a wykonanie pozostawiono specjalistom dziedzinowym. Iza-Stal z Drwalewa wykonał stalowe ramy, projektując je w taki sposób, by były łatwe w montażu i demontażu, a po złożeniu zajmowały niewiele przestrzeni, czyli łatwe w transporcie. Pasy pozyskane bezpośrednio od polskiego producenta połączono w kratownice, w niewielkiej domowej manufakturze, gdzie tradycje krawieckie kultywowane są od pokoleń. Wszystko tu na Polskim podwórku. Zupełnie jak na metkach SurvivalTech „FUCK YEAH 100% MADE IN POLAND”.

    Swoją drogą miałem ostatnio okazję przyjrzeć się bliżej działalności chłopaków z Częstochowy i poznać ich talenty. To co wyróżnia ich w morzu bylejakości, to własnie jakość. Dotychczas  jedynie domyślałem się (na podstawie różnych przesłanek) jak mogą prowadzić zajęcia, przekazywać wiedzę, jaki poziom prezentuje ich szkoła. Niewierny ze mnie Tomasz i muszę zobaczyć wszystko na własne oczy, zanim wydam arbitralną opinię – miałem ku temu okazję podczas Surwiwaliów, gdzie byłem świadkiem procesu szkolenia, poziomu znajomości aspektów technicznych i zastosowania sprzętu outdoor. Koledzy zaskoczyli mnie odpowiednio wysokim stopniem przygotowania do prowadzonej działalności, a to nie koniec zaskoczeń. W ramach współpracy, a może koleżeńskich stosunków, ofiarowali mi jedną z kydeksowych pochew, przygotowanych własnoręcznie, specjalnie dla „Wielebnego”. Dawno nie trzymałem w rękach tak dopracowanego dzieła ludzkich rąk. Widać dbałość o szczegóły wykonania – wszystko przygotowano tak, by mogło służyć długie lata: mocne szwy, dobrze znitowane powierzchnie, wszystko zabezpieczone przed rozerwaniem, pęknięciem, obluzowaniem, a przy tym wszystkim nie zapomniano o ergonomii. Efekt wizualny, choć gra rolę drugoplanową w mojej opinii, również jest zadowalający – nie zaznasz ostrych krawędzi, opiłków, wystających nitek – estetyka w sprzęcie outdoor. Porządna ręczna robota.

    Tu wymieniłem kilku tylko graczy, a mam przeczucie, że gdzieś dookoła nas krążą specjaliści. Niewidoczni, nieznani specjaliści. Sięgnijmy po nich. Dajcie cynk, gdy spotkacie na swojej drodze kogoś, kto prezentuje jakość godną do naśladowania.

     

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz