Menu

Survivalowe łowienie ryb

  • Survivalowe łowienie ryb

    O wędkarstwie sportowym napisano wiele opracowań, poradników, ksiąg. Współcześni łowcy, zwani wędkarzami, inwestują w najnowocześniejszy sprzęt do połowów: wędki z włókien węglowych, super wytrzymałe przeźroczyste żyłki, spławiki, kołowrotki etc. Nie sposób wymienić jednym tchem. Sposobów na łowienie jest również wiele i nie będę ich wszystkich opisywał. Skupię się raczej na metodzie, która rozdrażni wszystkich tych wędkarzy, którzy wydali masę pieniędzy, żeby coś złowić. Łowienie ryb podaną przeze mnie techniką jest moim zdaniem, dużo mniej monotonne i z pewnością efektywniejsze. Nie poruszam kwestii zagrożeń dla natury i prawa.

    Główne różnice między ‘surwiwalowym’ łowieniem, a wędkarstwem ‘klasycznym’ stanowią używany sprzęt i chyba ważniejsze – cel połowu. W przypadku wędkarstwa klasycznego, łowcy nastawieni są na pokaźną zdobycz, na dużą rybę, na coś, czym można się pochwalić. W przypadku łowienia surwiwalowego, naszym celem jest złowienie w ogóle czegokolwiek! Zadowoli nas kilka marnych uklejek, mała płotka, okoń – bądźmy szczerzy, cokolwiek złapie haczyk i chce się uwolnić (nawet robak, choć warto go zachować dla większej zdobyczy). Ta różnica determinuje nasze postępowanie i oczywiście przyczynia się do niezadowolenia wędkarzy klasycznych. Wiele razy słyszałem oburzenie nadwodnej braci i komentarze w stylu „na ch… wydałem tyle kasy na sprzęt, skoro ten typek na kija więcej złowił…”.

    Sprzęt, jaki używam do łowienia jest dość prymitywny, a składa się nań haczyk, nitka, kamyczek, lub śrut ołowiany, czasem dłuższa gałązka. Wszystko jest do zdobycia lub skonstruowania w warunkach polowych. Przyznaję, dobrze mieć gotowy haczyk, dobrze mieć żyłkę, dobrze mieć destynowany ciężarek, czy śrut ołowiany.

    Jednak należy pamiętać o tym, że:

    • Haczyk możemy zrobić z igły lub agrafki, ale także z ciernia akacji, czeremchy, z ości innej ryby. Tu liczy się kreatywność, jak mamy spinacz, albo zszywkę lub podobny materiał, to chyba nie będzie problemu z właściwym uformowaniem kształtu. Ryby, które są w naszym obszarze zainteresowań, nie będą na tyle duże, żebyśmy musieli stosować kosmiczne technologie, aby wyciągnąć je z wody. Haczyki robimy odpowiednio małe, bo też największa zdobycz będzie wielkości co najwyżej dłoni.
    • Żyłkę możemy znaleźć skłębioną nad brzegiem zbiornika wodnego, odwiedzanego przez wędkarzy, wyrzuconą na brzeg przez fale lub zabrać z domu, ale można ją zaimprowizować z długich włosów, z nitki nylonowej (bardzo mocna) z zestawu naprawczego lub poświęcić trochę czasu na jej ekstrakcję z ulubionego plecaka lub ubioru. Często spotkam się z opiniami, że kolorowy sznurek jest widziany przez ryby i nie zadziała tak jak przeźroczysta żyłka. Praktyka pokazuje coś innego, chyba, że po prostu odławiam niewidome okazy…
    • Ciężarek możemy wykonać z kawałka metalu (nieważne, jakiego), z małego kamyczka itd. Ważne, żeby tonęło w wodzie. Ustawianie tak zwanego gruntu nie ma większego znaczenia, choć dobrze jest, jeśli odległość między haczykiem a ciężarkiem będzie ok. 20 cm. Nie używamy spławika, tylko ręcznie sterujemy głębokością zanurzenia przynęty.
    • Wędzisko nie jest konieczne, ale może ułatwić połów, a wykonać je można z dowolnego kawałka gałęzi. Drewno wcale nie musi być ani elastyczne, ani sztywne, za to specjalnie zwymiarowane i dostosowane do potrzeby chwili, o czym później jeszcze wspomnę.

    Technika

    Technika łowienia różni się znacznie, od tradycyjnej i bardziej przypomina łowienie na muchę lub zabawy z dzieciństwa nad jeziorem. Rezygnujemy ze spławików, dzwonków, sond itd. Tutaj największe znaczenie będzie odgrywało nasze wyczucie drgań, refleks, cierpliwość i właściwie dobrane miejsce połowu. Jak się każdy domyśla, nitkę, żyłkę z przytwierdzonym ciężarkiem i przynętą na haczyku trzymamy bezpośrednio w ręku.

    Młode ryby, bo takie są naszym celem, lubią pływać przy brzegach, w płytkiej wodzie. W czystych akwenach będziemy dokładnie widzieć co łowimy, wręcz wybierać z populacji dorodniejsze osobniki, podstawiając pod nos przynętę. Tam gdzie woda utraciła swoją przejrzystość (choć zawsze te kilka cm pod wodą widać), będziemy się kierować bardziej zmysłem dotyku i ufając że wybraliśmy właściwe miejsce. Zaobserwowałem, że ryby lubią zjadać to, co się delikatnie porusza w wodzie. Ruch swobodnie opadającej na dno przynęty lub powoli dryfującej na pewnej głębokości, to jest to co musimy uzyskać, odpowiednio sterując ruchami ciała.

    W zależności od tego czy łatwo dojść nad lustro wody, czy też ten dostęp jest utrudniony, możemy wykorzystać kijek, jako przedłużenie ręki. Jeśli się na to decydujemy, to jego długość dopasowujemy do wymogów otoczenia, ale niewygodnie się operuje długim wędziskiem, a drgania są osłabione i opóźnione. Montujemy zestaw do łowienia i przyczepiamy go do kijka lub trzymamy w dłoni, drugą ręką dzierżąc szpulkę z zapasem.

    Cierpliwość, to bardzo ważna cecha, przydatna nie tylko przy połowach. W przypadku zdobywania ryb będziemy musieli przyjmować przez dłuższy czas w miarę nieruchomą sylwetkę. Ryby nas widzą i wolą unikać czegoś, co nad wodą się porusza, ale zwróćcie uwagę, że ptactwo też nad woda i w wodzie się porusza, a ryby wyławia dziobami – ergo w pewnych okolicznościach ryba nie będzie uciekać nawet w pobliżu potencjalnego zagrożenia. Charakterystyka ruchu jest ważna, musi być powolny, spokojny, nie gwałtowny, opanowany. Jeśli dopiero pojawiliśmy się nad taflą akwenu, musimy w bezruchu odczekać chwilkę, aż zostaniemy zaakceptowani przez mieszkańców wody, jako naturalna część nadwodnego krajobrazu. Nie będziemy na pewno niewidzialni, ale też nic nie będzie na nas zwracać większej uwagi.

    Tupanie, wstrząsy, tąpnięcia, wszelkie impulsy, które wysyłamy w grunt momentalnie przeniosą się do wody płosząc potencjalną zdobycz. Tylko statyka i opanowanie. Jeśli przemieszczamy się, bo ‘mam przeczucie, że metr dalej jest lepiej’ to trzeba być po prostu ‘ninja’. Jak już spłoszymy zdobycz, to dłużej poczekamy, aż towarzystwo opłynie okolicę i wróci…

    Ryby będziemy wyławiać z głębokości do 1,5 m, przy czym tą głębokość będziemy non-stop zmieniać trzymając się zasady, że rybki lubią jak coś powoli opada na dno lub w bok. Jak coś idzie do góry to rybka traci zainteresowanie. Nie można poruszać przynętą za szybko, bo rybka nie zdąży tego zobaczyć, wyczuć i połknąć. Każda próba ugryzienia przynęty przez potencjalną zdobycz, jest odczuwalna na dłoni. Delikatne puknięcia, pociągnięcia to sygnał, że coś się dzieje. Któreś z tych puknięć będzie silniejsze i wtedy powinniśmy błyskawicznie zareagować i podciągnąć trochę żyłkę, to się nazywa w wędkarstwie ‘zacinanie’. Najkrótszą drogą, trzymając zdobycz na poziomie tafli wody, przenosimy na brzeg i cieszymy się.

    Zapisz

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz