Menu

Surwiwal na ostrym dyżurze

  • Miałem ostatnio okazję odwiedzić SOR (Szpitalny Oddział Ratunkowy), nie korzystałem z karetki, przyjechałem własnym środkiem transportu.

    Nie wyleję złości i irytacji, choć odprowadzając miesięczne składki na ubezpieczenie społeczne, na pomoc musimy czekać godzinami, dniami, miesiącami… Skupię się raczej na tym jak przetrwać, dotrwać do upragnionego ratunku, nie popadając w obłęd lub dziki szał..

    Zachować spokój. To bardzo ważne. Bądźmy także dla siebie nawzajem ludźmi, w tym pozytywnym znaczeniu.

    Punkt segregacji medycznej, czyli nasz pierwszy kontakt ze służbą zdrowia, to nie zwykła przychodnia. Ludzie przyjmujący zgłoszenia, muszą w ciągu kilku minut zająć się sprawami formalnymi (np. ubezpieczeniem) i zebrać wstępny wywiad, aby wiedzieć jaki lekarz specjalista będzie zajmował się sprawą (najczęściej lekarze specjaliści są ‚ściągani’ ze swoich oddziałów szpitalnych), to nie są ich jedyne zadania, a mają wielu oczekujących. Nikt ma czasu na pilnowanie kolejności pacjentów i czuwaniem nad porządkiem na sali oczekiwań.

    Pamiętajcie, że w koło są ludzie, którzy cierpią, a gdy człowieka boli, to może być drażliwy. Każda kłótnia na sali, to dodatkowy stres dla wszystkich oczekujących. Opanujmy emocje, szczególnie te negatywne. Bądźmy zawsze uprzejmi, nie musimy się z nikim kolegować, ale budujmy morale na oddziale. Wszystkie konwersacje i ogólna atmosfera ulegną poprawie, złagodnieniu. Zwykła rozmowa dwóch ‚ofiar’ dodaje otuchy i jest dobra dla umilenia czasu, nie skupiamy się wówczas na dolegliwościach i nieco o nich zapominamy. W taki sposób możemy zadbać o swój i innych komfort, a komfort to ważna sprawa w survivalu. 

    Zanim porozmawiamy z obsługą SOR, często przyjdzie nam odstać swoje. Współoczekujący niecierpliwią się, dywagując o naszej służbie zdrowia, tracą często nerwy, bo nie są w stanie uzyskać informacji o bliskich, albo o swoim przypadku, natomiast ci, którzy już się zarejestrowali, czekają w bólu na swoją kolej, by wejść do punktu medycznego. Wydaje się, że na wielu izbach przyjęć panuje chaos. Coś w tym jest, ale w gruncie rzeczy koledzy z pogotowia czuwają nad całością, także bez paniki. W końcu zostaniemy przebadani, uśmierzony zostanie ból, a lekarz postawi diagnozę i odeśle do domu, lub zapisze do szpitala. Przetrwamy.

    Dobrze jest sobie wszystko uporządkować, poobserwować przez chwilę sytuację i wydarzenia.  Warto spytać się konkretnej osoby, śmiało i uprzejmie, czy obowiązuje kolejność zgłoszeń do rejestracji. Jeśli obowiązuje (najczęściej tak), wypytać poszczególne osoby kto jest ostatni, rzucenie w powietrze zapytania, często trafia w próżnię. Dobrymi informatorami są starsi ludzie, którzy często zamiast do lekarza rejonowego udają się na ostry dyżur „[…]bo inaczej nigdy bym się nie dostała[…]”. Oni wiedzą najlepiej jakie zasady obowiązuję na danym SOR. Poznać sytuację, to duży krok do jej opanowania.

     

     

    Dobrą szkołę przetrwania mają także Ci, którzy nas ratują. Może nie wygląda to tak efektownie jak w serialu, ale praca jaką wkładają ratownicy, stażyści i lekarze jest po prostu ogromna. Muszą posegregować poszkodowanych według priorytetów zagrożenia życia, uzupełnić dziesiątki dokumentów, wykonać setki badań, pomóc doraźnie wszystkim, którzy się zgłosili, dbać o właściwy przepływ informacji i odpowiednio zarządzać zasobami (lekarzami, lekami, sprzętem), oraz kolejnością czynności dla każdego pacjenta (rejestracja, badania itd.) etc. Warunki na SOR ulegają ciągłej zmianie, ludzie ci narażeni stale na potrzebę adaptacji do nowej sytuacji.

     

     

     

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz