Menu

Szkolenie Survival Advanced

  • Agata, Karolina, Viki i Basia od początku zaczęły mnie zadziwiać. Gdy poszukiwaliśmy jadalnych części roślin, zachęcałem je, by dłońmi wyrywały ziemi jej plony, nie bacząc na brud i delikatną skórę rąk, oraz czerwony lakier – riposta była błyskawiczna: „spoko, już pomalowałam paznokcie utrwalaczem”… Już wiedziałem, że są gotowe na wszystko.

    Nie wierzyłem własnym oczom, gdy z auta, na poznańskich tablicach rejestracyjnych, wyszła czteroosobowa grupa kobiet oznajmiając, że chcą się zmierzyć z warunkami pogodowymi i spędzić noc pod gwieździstym niebem. Przyznaję, byłem co najmniej zdziwiony, gdy ochoczo zarzuciły plecaki na plecy i stanęły przede mną gotowe do drogi. Okej, pomyślałem, zapraszam do przygody z TooleySurvival.

    Choć słoneczko przyświeca, to już czuć w powietrzu przejmujący chłód, a pożółkłe liście opadają z drzew, pokrywając leśną ściółkę kolorami jesieni, niczym złocisty dywan. W takiej scenerii rozpoczęliśmy szkolenie z cyklu Survival Advanced. Termometr wskazuje 7 st. C, w nocy temperatura spadnie do -5 st. C… Nie wiem co pchnęło uczestniczki do wzięcia udziału w tym szaleństwie, ale zdecydowały się na dwudniowy kurs przetrwania w malowniczych rejonach puszczy Kampinoskiej.

    Zaczęliśmy od poznawania roślin, tych jadalnych i tych leczniczych. Krótki postój na łące wystarczył, żeby naliczyć ponad pięć użytkowych okazów flory. Dziewczyny z zapałem zabrały się do zbiorów. Z każdym znalezionym okazem widać było radość grupy – wiadomo, wzorem prymitywnej wspólnoty gromadziliśmy produkty na kolację. Przy wieczornym ognisku zajadaliśmy się darami ziemi.

    Z kieszeniami wypchanymi darami natury, ruszyliśmy dalej, w stronę obozu zgłębiając tajniki sztuki nawigacji. Trywialne zdawałoby się zadanie, szybko nauczyło pokory uczestniczki. Teraz mają świadomość, że liczy się dokładność, bo klika stopni błędu na tarczy kompasu, grozi minięciem punktu docelowego o wiele metrów… Nauka nie poszła, nomen omen, w las.. Następnym razem, jeśli ktoś będzie musiał poprowadzić grupę na azymut, to właśnie one wyprowadzą grupę we właściwym kierunku.

    Podczas dłuższego trekkingu do miejsca noclegu, w sercu puszczy, nad bagnami, przy samej granicy rezerwatu, zamieniliśmy się w antyczne plemię zbieracko-łowieckie. Po drodze gromadziliśmy dobra, które przydadzą się w przyszłości: hubka, trochę chrustu, coś na ząb. Predykcja i planowanie – to starałem się przekazać i myślę że dziewczyny wzięły to do serca.

    Jeszcze nie spotkałem się z grupą, tak zorganizowaną, jak nasza. Rozstawienie obozu, w półmroku i niskiej temperaturze zajęło rekordowo mało czasu. Po kilku minutach posłania były gotowe, pozostało tylko rozpalić ogień, oczywiście traperskimi sposobami. Iskry strzelały na lewo i prawo, Viki jak w amoku skrobała krzesiwo, chcąc rozpalić kawałek wilgotnej sosny. Cóż za determinacja… W końcu buchnął płomień i ciepło wspólnego ognia ogrzało obozowisko. Pieczone korzonki miło połechtały podniebienie, a podpłomyki z żołędziowej mąki jeszcze bardziej podniosły morale. Pozostało położyć się spać i przetrwać noc.

    Chłodny poranek, dookoła obozu szron, dziewczyny w śpiworach ratunkowych powoli otwierają oczy. Dorzuciłem do ognia, a już chwilę później dziewczyny, choć nie do końca wypoczęte, śmiały się jedząc śniadanie. Morale w tej grupie nie podupadło, mimo zmęczenia i chłodu. Silny duch w zespole. Gdy ruszaliśmy na szlak spotkaliśmy leśniczego, który uścisnął dłonie uczestniczkom. W jego oczach rysował się szacunek i uznanie. Znam go, nie łatwo wywołać u niego takie uczucie. Dziewczynom się to udało.

    Poprzedniego dnia zużyliśmy dużo wody, której teraz nam bardzo brakowało… Czas na pozyskiwanie i uzdatnianie. Pobliskie bagno dostarczyło nam trochę cuchnącej brei, ale adeptki sztuki przetrwania wzorowo oczyściły zawiesinę i przygotowały ją do spożycia. Woda kryształ.

    Ostatni element szkolenia, czyli improwizowane techniki linowe i przeprawy. Choć mroźna noc i długi trekking dawały się we znaki, zbudowaliśmy most linowy i opanowaliśmy metody pokonywania trudnych przeszkód terenowych. Konkluzja ze szkolenia była jedna: każda grupa podróżników powinna mieć w składzie skauta, który jako pierwszy zmierzy się z wyzwaniem. Po szkoleniu Survival Advanced, to właśnie te Panie będą Waszymi przewodnikami-skautami. Wiedzą jak pokonać przeszkody, jak poradzić sobie z terenem i jak mu nie ulec.

    Zakończyliśmy nasza przygodę z lasem, a każda z Pań otrzymała, w pełni zasłużony, certyfikat ukończenia szkolenia Survival Advanced z TooleySurvival i już zapowiedziały, że wrócą w zimę…

     

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz