Menu

Traper w wersji mini

  • Wreszcie przychodzi upragniony weekend. Ciepły i słoneczny dzień zachęca do aktywnego wypoczynku. Ze względu na częste wyjazdy dość mało czasu mogłem ostatnio poświęcić rodzinie, tak, więc postanawiam, że wyciągnę gdzieś mojego syna na cały dzień. Taki dzień w wersji ojciec i syn, gdzie możemy pozwiedzać, wybawić się i wyszaleć. Ponieważ place zabaw, kina, zoo to temat przerabiany dość często postanowiłem, że będzie to wyjątkowy dzień.

    Już od jakiegoś czasu Mikołaj, bo tak na imię ma mój synek, podpatrując jak pakuję się na różne wypady do lasu, podpytywał kiedy będzie mógł ze mną jechać. Ostatecznie stwierdziłem, że jest to już na tyle duży 4,5 letni mały mężczyzna, że powinien dać radę i rozpoczęliśmy szybkie przygotowania.

    Zaraz po śniadaniu młody miał już spakowany swój plecak, a w nim, o dziwo, tylko jedna zabawka, która i tak przesiedziała cały dzień w ukryciu. Poza nią znalazły się oczywiście smakołyki, cieplejsze ubrania na wieczór. Honorowe miejsce zajęła książka „Poradnik małego skauta”.

    Samochód zostaje na parkingu, a my, czym prędzej zmierzamy w stronę lasu w na terenie Kampinoskiego Parku Narodowego.

    Po drodze znajdujemy wiele różnych śladów odciśniętych na piasku. Rozpoczynamy zabawę w tropicieli i szybko wyczytujemy, kto ostatnio przechodził ta ścieżką. Na naszej trasie naliczyliśmy piątkę ludzi, psa i rowerzystę J. Co więcej, udało nam się wytropić Łukasza oraz uczestników kursu ABC przetrwania.

    Głównym zadaniem na dzień dzisiejszy jest dotrzeć do Posady Sieraków, gdzie będziemy mogli rozpalić ognisko i przygotować ciepły posiłek. Od tego celu dzieli nas kilka godzin spaceru przez puszczę, co więcej musimy znaleźć drogę do tego miejsca.

    W pierwszej kolejności kierujemy się niebieskim szlakiem. Miko prowadzi i to on szuka na drzewach oznaczeń, które mówią nam czy idziemy dobrą drogą.

    Zaskakująco szybko namierza kolejne znaki i wkrótce docieramy do skrzyżowania z żółtym szlakiem, który prowadzi nas dalej. Staram się w prostych słowach przekazać młodemu jak należy posługiwać się mapą i kompasem, pokazuję gdzie jesteśmy i jak będziemy dalej się kierowali. Teraz już wie, że czerwona strzałka w kompasie wskazuje północ, wie również, że poza nią są jeszcze trzy inne kierunki: południe, wschód i zachód. Po drodze zaczynamy dostrzegać coraz więcej leśnej fauny. Dookoła nas lata wiele ptaków, zarówno kolorowe sójki, drozdy jak i dzięcioły, które pracowicie wyciągają robaczki spod kory. Trafiamy też na mrowiska….

    Mikołaj znajduje coraz to ciekawsze leśne skarby. Każdy kolejny patyk wydaje się fajniejszy od poprzedniego, natomiast dzielnie nosi to, co zbierze. Po chwili widząc turystę spacerującego z kijami do nordic walking, młody naśladuje go po swojemu twierdząc, że tak rzeczywiście idzie mu się lepiej…

    Ponieważ przeszliśmy już duży kawałek, robimy przystanek i posilamy się kanapkami i czekoladą. Do celu zostało nam jeszcze niemal drugie tyle, co przeszliśmy, więc aby podnieść morale zdradzam młodemu, że zabrałem ze sobą procę i jak dojdziemy na miejsce to będzie mógł postrzelać do celu. W Mikołaja wstępują nowe siły, ochoczo zbiera żołędzie, żeby mieć zapas pocisków i ruszamy dalej.

    Po około godzinie docieramy do zielonego szlaku, który jednocześnie jest ostatnim odcinkiem naszej trasy. Wkraczamy w obszary Sierakowa, dookoła nas puszcza się zagęszcza i urozmaica, coraz większe tereny wokół objęte są obszarem ścisłej ochrony, coraz częściej pojawiają się tablice informujące nas jakie zwierzęta można przy odrobinie szczęścia tu zobaczyć oraz jakie rośliny tu występują.

    Wreszcie docieramy na miejsce!

    Spotykamy Pana Kamila – który wskazuje nam miejsce gdzie możemy zrobić ognisko oraz opowiada nam o zwierzętach jakie występują w KPN. Miko pomaga zgromadzić chrust na ognisko i cierpliwie czeka na ciepłe danie.

    W menu mamy zupę pomidorową – która tylko w lesie tak dobrze smakuje , oraz kaszę kuskus z warzywami. Po całym dniu marszu,  nawet niejadki ochoczo wcinają ciepłą strawę. Co więcej po jedzeniu przychodzi czas na zabawę…

    Dzień chyli się ku końcowi, zbieramy nasz obóz , gasimy ognisko, sprzątamy by nie pozostawić po sobie zbędnych śladów i wyruszamy w drogę powrotną do stęsknionej mamy. Obieramy sobie nową trasę , w tym wypadku najkrótszą możliwą do samochodu, zmęczeni po całym dniu kierujemy się na wschód. Młody zajmuje wygodne miejsce na ramionach taty , ale w pełni zasłużył na trochę luksusu i odpoczynku.

    Podczas całego dnia sam przeszedł prawie 8 km! To naprawdę dużo jak na takiego szkraba. Zanim zdążyło zrobić się ciemno udaje nam się dotrzeć do samochodu i niedługo potem jesteśmy w domu, gdzie Miko może wygodnie rozłożyć się na swoim łóżku i wyspać. Przypomina sobie jeszcze przed snem rzeczy, których się nauczył – już wie jak wygląda brzoza, jak poruszać się po szlakach oraz jakie patyki nadają się na ognisko.

    Następnego dnia tuż po przebudzeniu pyta kiedy znowu pójdziemy do lasu ponieważ bardzo mu się podobało.

     

    Autor: Fox

    Udostępnij...Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Share on LinkedInPin on PinterestShare on VKShare on Tumblr
  • sprzęt turystyczny

    Zapisz