Menu

Chodzenie po bagnach… wciąga

Spowite mgłą tajemnicze zakątki lasu, niedostępne dla ludzi trzęsawiska i mokradła, które w każdej historii wnoszą złowieszczy klimat i nastrój grozy. Bagna pochłaniają swoje ofiary nagle, podstępnie mamiąc je wizją łatwej ścieżki lub skrótu, prowadzą do niechybnej zguby, a czarna woda mokradeł, kryje w sobie złowrogą moc. – tak mniej więcej w bajkach, baśniach i opowiadaniach kreowana jest wizja terenów podmokłych.

fot. A. Gołębiewski

W każdej bajce jest ziarno prawdy i jeśli mowa o bagnach, to nawet bardzo dużo tej prawdy w tych bajdach. Cierpliwie zarastające trzęsawisko może się okazać zabójcze dla samotnego włóczykija, a i mokradło może przynieść kilka niespodzianek. Niby ścieżka wydaje się być właściwa: turzyce są okazałe, trochę dalej wystaje spróchniały pieniek olchy, nieopodal kępka orlicy… to wszystko układa się w całą trasę przemarszu, wytyczoną wręcz ścieżkę. Jednak jeśli któryś element zawiedzie – to jesteśmy w g. przynajmniej po pas, a niektórzy od razu wpadają po szyję. Wyjść z takiej pułapki nie jest ławo, oczywiście wszystko zależy od naszego rozsądku i opanowania, no trochę techniki też się przyda.

Bagna to takie miejsca, z których woda nie może się wydostać, a zaczyna pochłaniać je zieleń. Deszczówka gromadzi się w w niecce terenowej i nie wsiąka oraz nie może wyparować, zarastające jezioro lub staw, źródełko pod torfowiskiem etc.. Każde jest inne, inną ma szatę zieleni, inną głębokość, różne rozmieszczenie warstw (grunt-muł-woda-zawiesina, grunt-muł-zawiesina, grunt-muł-woda etc.), wszystkie łączy jedno: chodzenie po nich wciąga i to dosłownie.

Nasze bagna możemy podzielić z grubsza na mokradła i trzęsawiska. Te pierwsze, to na ogół obszary, gdzie wszędzie widać czarną wodę, zawiesinę w której unoszą się gnijące szczątki., najczęściej przez cały rok. Gdzie nigdzie rośnie olszyna, albo brzoza (takie nasze polskie lasy namorzynowe), sporo jest też spróchniałych powalonych pni, porośniętych już trawą, albo paprociami. Tu i ówdzie rosną wysokie kępy traw. Warstwa wody kryje pod spodem dużo mułu, czasem jest to pół metra, czasem ponad dwa metry. 

fot. A.Gołębiewski

Trzęsawiska z kolei charakteryzują się tym, że wody generalnie nie widać, chyba że postawi się stopę na kożuchu z traw lub mchów. To miejsca piękne i zabójcze. Trzęsawisko porośnięte dywanem z mchów wygląda tak niewinnie i pięknie, że aż chce się rozłożyć na nim koc i kontemplować przyrodę.

fot. A.Gołębiewski

Jednak wystarczy postawić stopę, a powierzchnia zaczyna delikatnie falować, jak na łóżku wodnym. Splecione korzenie traw, patyczki, spróchniałe pnie, resztki materii organicznej tworzą powierzchnię o grubości ok 0,5m, zawieszoną na wodzie lub na grubej warstwie luźnego szlamu, mułu – czy jakkolwiek nazwać tę pachnącą zgnilizną breję. Trawiasty kożuch może gwałtownie pęknąć, pochłaniając nieostrożnego włóczykija.

Przetrwanie i poruszanie się na bagnach może stanowić wyzwanie. Na mokradłach dość łatwo odczytać ścieżkę, którą teoretycznie można przejść. Wystarczy zaobserwować kilka rzeczy:

  • kępa turzycy jest często w stanie utrzymać dorosłego człowieka nad powierzchnią i jest łatwa do wypatrzenia
  • jeśli na wystającej nad wodę kępce widoczna jest orlica, to ma ona szanse nie zatonąć, gdy na niej stanąć
  • wystające ponad poziom wody korzenie powalonych drzew, mogą stanowić solidne podparcie dla stopy
  • powalona kłoda rozłoży nasz ciężar na większej powierzchni i może pomóc nam się poruszać dalej
Pokryte dywanem trzęsawiska z kolei, w całości wyglądają jak teren do przejścia, a niepokój zaczyna się dopiero gdy poczujemy, że pod nami nic nie ma.

  • trawiasty lub mchowy kożuch, nie pęknie jeśli rozłożymy nacisk stóp na większą powierzchnię (np. założymy rakiety)
  • czasem widoczna jest solidna turzyca, która ma szansę utrzymać nas dłużej na powierzchni.
  • wokół wątłego drzewka jest mała roślinna platforma o niewielkiej wyporności, może pomóc w utrzymaniu się na powierzchni
Generalnie wybierając się w taki teren, pamiętać należy, aby podczas przejścia:
  • odciążyć się maksymalnie
  • założyć asekurację
  • równomiernie rozkładać ciężar, nie stawać w 100% na jednym miejscu
  • starać się rozkładać ciężar własny na jak największej powierzchni
  • uważnie obserwować kolejne elementy ścieżki (choć z początku trudno jest określić stabilność kolejnego kroku)
  • planować trasę
  • nie iść samemu
  • iść na zmianę akcja = asekuracja
  • zachować bezpieczne odstępy

Najpewniejszą metodą jest poruszanie się od pnia do pnia (na mokradłach), czyli lekkie przeskoki na tzw. pewny grunt. Tam, gdzie rośnie drzewko najczęściej jest też trochę miejsca by postawić stopę, ale uwaga: drzewko może się przewrócić, przechylić, a nawet złamać wciskając nas w czarną wodę. Dalej turzyce – rosną one w takich miejscach, gdzie wcześniej był np pień drzewa, na którym zgromadziło się trochę materii organicznej. Zdarza się, że taka pojedyncza kępa może utrzymać dorosłego człowieka, czasem tylko przez chwilę, nad powierzchnią czarnej wody. Dlatego warto nie przekładać 100% swojego ciężaru w jeden tylko punkt, ale pomagać sobie np. długim kijem ze stopką. Na trzęsawisku zaś, nie ma jako takiej pewnej metody poruszania się. Tu również należy wybierać ścieżkę, ale kierujemy się możliwie jak największym splątaniem roślinności powierzchniowej, co daje nam szansę na w miarę mocny pływający dywan. Bywa i tak, że gdy przerwana zostanie wierzchnia warstwa, człowiek traci absolutnie grunt pod nogami, buty nie mają oparcia i właściwie pływamy. Jedynie gnijący kożuch utrzymuje nas pod pachami, wtedy należy spokojnie upewnić soje oparcie. Ręce rozłożyć szeroko, zmienić pozycję ciała z pionowej na poziomą i powoli wyczołgiwać się z powstałego ‚przerębla’. Jednak zawsze warto mieć obok zaufanych ludzi…

fot. A. Gołębiewski